statystyka
RSS
niedziela, 01 maja 2016

W tym wpisie znowu będzie o Jatomi. Tym razem przyjrzę się pewnemu ciekawemu aspektowi ich aktualnych warunków członkostwa („Warunki członkostwa od dnia 23.10.2014”). UOKiK opisuje to zjawisko łagodnie „Spółka nie jest przekonana o potrzebie konstruowania umów z uwzględnieniem interesów konsumentów”.

Wg punktu 1.1 „Członek podlega prawom i obowiązkom zgodnie z rodzajem Członkostwa, wybranym w Formularzu”. Jednak czytając warunki trudno znaleźć jakie prawa nabywa klient, większość punktów dotyczy obowiązków klienta lub opisuje to, do czego klient nie ma prawa. Już w tym aspekcie widać dysproporcje w relacjach, które ta organizacja proponuje klientowi.

Jedno z niewielu praw klienta określa punkt 2.2. „W czasie trwania Umowy Członek może ją rozwiązać bez wypowiedzenia, w sytuacji, gdy PJF rażąco narusza warunki Umowy i pomimo pisemnego wezwania z zakreślonym co najmniej 21 dniowym terminem na zaniechanie naruszeń nie naprawia takiej sytuacji.”

Należy docenić dowcipne sformułowanie „co najmniej 21 dniowym terminem”. Pomijam logiczne konsekwencje w kontekście innych punktów umowy. Zabawne jest jak radośnie Pure Jatomi daje ustala minimalny czas na odpowiedź nie stawiając sobie żadnych wymagań w zakresie maksymalnego terminu odpowiedzi.

Wyliczmy jednak obowiązki, którymi łaskawie obciąża się Jatomi:

1. Punkt 1.5 „PJF powiadomi Członka w przypadku wzrostu kosztów świadczenia usług w trakcie Minimalnego Okresu Członkostwa z jednomiesięcznym wyprzedzeniem. Członkowi będzie przysługiwało prawo do odstąpienia od Umowy w terminie jednego miesiąca od dnia zawiadomienia o zmianach w Opłatach.” Zapis wprowadzony po interwencji UOKIK.

Co znamienne, nie jest podane w jakiej formie PJF ma powiadomić klienta. Wg komentarzy, które można znaleźć w sieci może to być po prostu karteczka wywieszona w klubie. W tym punkcie również ujawniają swój żartobliwy stosunek do klienta, bo „Członek” (nomen omen) jest zobowiązany do odpowiedzi w formie pisemnej (punkt 2.3).

Można przeoczyć fakt, że PJF zobowiązuje się do powiadomienia o zmianie kosztów, tylko w trakcie „Minimalnego okresu członkostwa”. Po tym okresie umowa zostaje przedłużona automatycznie na czas nieokreślony „ […] na warunkach obowiązujących w Klubie w ostatnim dniu Minimalnego Okresu Członkostwa […]” (punkt 2.1). Załóżmy, że komuś kończy się umowa pod koniec maja, jeśli jej nie wypowiedział w kwietniu (punkt 2.3), zostanie przedłużona automatycznie na czas nieokreślony wg cennika z końca maja, ale jeśli cennik zmieni się na początku czerwca lub kolejnych miesiącach, Jatomi już nie będzie poczuwało się do poinformowania o tym fakcie w inny sposób, niż pobranie odpowiednio zmienionej opłaty z karty lub konta.

2. Punkt 3.6 „Członek uprawia sport i bierze udział w zajęciach oraz korzysta z wyposażenia i urządzeń w Klubie wyłącznie na własną odpowiedzialność i ryzyko. PJF ponosi odpowiedzialność za szkody poniesione przez Członka w Klubie na zasadach ogólnych określonych w kodeksie cywilnym.” Przy odrobinie dobrej woli można uznać, że drugie zdanie to drugi obowiązek, którym obciąża się Jatomi.

Reszta punktów albo określa, co -za przeproszeniem - „Członek” jest winny Jatomi, albo do czego ma prawo Jatomi i co może w związku z tym członkowi zrobić.

Jak widać z punktu 2.2 już w teorii niewiele wynika a wg relacji byłych i obecnych klientów Jatomi/Pure w praktyce wynika jeszcze mniej.

Jatomi to tylko „siłka” z nadętym ego, są jednak firmy, które mają ten sam model działania, tylko potrafią komunikować się w bardziej wyrafinowany sposób.

sobota, 30 kwietnia 2016

Temat Pure Health & Fitness Sp. z o.o. vel Pure Jatomi vel Jatomi Fitness, stosunku tej organizacji do klientów już wygrywał internety i był opisywany w prasie, ale warto zrobić do niego jeszcze klika podejść, bo wystarczy chwila z wyszukiwarką, żeby zobaczyć, że wciąż sporo osób czuje się wprowadzonych w błąd lub oszukanych przez tę firmę.

Najlepszy sposób, żeby nie zobowiązywać się umowami, którymi nie chcemy być związani, to czytanie ze zrozumieniem tych umów i nie podpisywanie ich. Nie zgadzam się jednak z tymi, którzy obwiniają ofiarę. Uważam, że firmy powinny dokładać wszelkiej staranności, żeby upewniać się, że klienci zdają sobie sprawę z warunków umowy. Uważam, że konsumenci powinni płacić za jakość towarów i usług, a nie za umiejętność nakłaniania do podpisywania niekorzystnych umów.

Pure Health & Fitness Sp. z o.o. zostało ukarane przez UOKIK w 2013 roku karą 184 920 złotych za stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy klientów (Decyzja nr RWA-13/2013). Warto przeczytać tę decyzję, stwierdza ona między innymi, że PHF zaprzestał stosowania bezprawnych klauzul jednak pisze, że „regulacje zawarte w treści nowego wzorca umownego mogą naruszać interesy konsumentów”. Wg uzasadnienia decyzji UOKIK istnieją wskazania, że „Spółka nie jest przekonana o potrzebie konstruowania umów z uwzględnieniem interesów konsumentów. Prezes Urzędu uznał zatem, że zobowiązanie Spółki nie daje rękojmi, że w przyszłości Spółka nie będzie naruszała interesów konsumentów.”

Realia są takie, że nie zawsze czytamy dokładnie umowy i nie koniecznie mamy czas i jesteśmy w stanie ocenić wszystkie konsekwencje klauzul w umowach. Ufamy, że to co słyszymy od przedstawiciela firmy, jest tym, co podpisujemy. Poważne firmy same powinny dbać o swoją dobrą markę i reputację.

Wiele, może większość firm już to wie i rozumie inne trzeba tego nauczyć. Jednym ze sposobów wywarcia wpływu jest dzielenie się opiniami i przekazywanie tych opinii dalej, tak aby jak najmniej osób traciło czas na kontakty z firmami „które nie są przekonane o potrzebie konstruowania umów z uwzględnieniem interesów konsumentów”.

Kilka kolejnych wpisów, które zadedykuję Pure vel Jatomi, to takie małe potyczki o postęp w kulturze biznesu.

piątek, 29 kwietnia 2016

Z okazji wyświetlenia się mi na moim blogu reklamy Zalando krótki wpis z historii mojej współpracy z tą firmą.

Swego czasu zamówiłem sobie kilka rzeczy w przystępnej ceni, buty i ubrania z których jestem do dzisiaj bardzo zadowolony. Przestałem u nich zamawiać właściwie tylko z powody mankamentu w obsłudze klienta, jest tylko jedna opcja dostawy, przesyłka kurierska.

Kiedyś (dawno, dawno temu) wydawało mi się, że zaletą kuriera i powodem dla którego płaci się za ten rodzaj przesyłki więcej, niż za inne, jest to, że dostajemy te przesyłkę wtedy i tam, gdzie nam pasuje. W rzeczywistości jest niemal odwrotnie, przejaskrawiając trochę, trzeba być tam i wtedy, kiedy kurierowi pasuje. Często było tak, że kurier dzwonił mówiąc, że stoi pod drzwiami mojego penthaus'u pytając się czy jestem. W kolejnym kroku wyrażał swoje rozczarowanie, że mnie nie ma, po czym próbował się umówić na termin w którym będę, oczywiście w godzinach od 8 rano do 17, czyli wtedy kiedy większość klientów pracuje. Przy mniejszych przesyłkach nie jest to może znaczna niedogodność, przy większych już tak.

Kurier taki najpierw pojawia się w terminie i w miejscu w którym mnie nie ma, potem próbuje się umówić na termin w którym będę, więc musi dwa razy jechać, żeby dostarczyć jedną przesyłkę. To pewnie tłumaczy dlaczego usługa ta jest dwa razy droższa od innych przesyłek. Płacimy więc za niewydolność logistyczną firm logistycznych w zamian tracąc czas. Niektórzy kurierzy są rozsądni ale zdarzało mi się spotkać dodatkowo z opryskliwymi uwagami typu "nie mam czasu się umawiać wcześniej" lub po prostu "nie będę się do pana dostosowywał".

Stanowisko Zalando w tej kwestii:

"Dodatkowo informuję, że podany przedział godzinowy jest jedynie orientacyjny. Ze względu na charakter pracy kuriera i z góry wytyczone trasy, nie jesteśmy w stanie ustalić sztywnych ram czasowych.

Doręczenie/odbiór przesyłki możliwe są tylko w dni robocze w godzinach 8 - 17. Kurier może również skontaktować się z Panem telefonicznie w celu ustalenia terminu, jednak nie jest to jego obowiązkiem.

Zapewniam Pana, że nasz zespół pracuje nad polepszeniem procesów logistycznych, aby móc spełnić Pana oczekiwania."

niedziela, 24 marca 2013

No sensacja. Eliza Michalik przeskoczyła używane majtki. Brawo i gratulacje. Wszystkim, którzy trafiają tu z powodu krągłej pani Elizy, a nie z powodu przegrywających rywalizację majtek.

Ale do rzeczy. Eliza jakby ironicznie, Monika Olejnik (i cała gromada innych bezmyślnych) jakby na poważnie podniecają się drobnymi gestami, które wykonuje nowy na stołku papieża. Nie założył pelerynki, zadzwonił do kioskarza, nie donosił juncie, dostał tańszego iPada.

Niezły show, dobry, bo tani. Ciekawe, czy pociągnie temat. Może jak Bill Gates odda połowę majątku. Po co Watykanowi tyle kasy, można by za to kupić dużo wody, mąki, książek i prezerwatyw dla ludzi z Afryki. Taką akcją chętnie bym się podniecił.

 

środa, 05 października 2011

Szczęściarze, którzy wiedzą na kogo głosować mają problem z głowy, mi się trafił okręg w którym blado kojarzę z jedną osobę. Sam wybór partii to jest słaba opcja, partie są jak pudełka czekoladek, nigdy nie wiadomo co się trafi.

Co trzeba zrobić:

1. Jeśli ma się już wybraną partię, to wystarczy iść na stronę partii, klikamy w baner/link serwisu wyborczego, odnajdujemy nasz okręg wyborczy i przeszukujemy listę kandydatów.

2. Jeśli jakaś partia nie ma takiego serwisu, zapominamy o tej partii. Jeśli nie potrafi zorganizować sobie takiej elementarnej sprawy, nie będzie potrafiła rządzić.

3. Czytamy wizytówki kandydatów. Jeżeli wizytówka jest niedostępna, zapominamy o kandydacie. Niby wizytówka, którą sobie kandydat robi sam lub robią mu fachowcy to lipa, ale czasami nawet lipa wystarczy, żeby zwolnić zasoby pamięci. Np. widzę, że ktoś chwali się działalnością w Fundacji Opoka, to robię „papa”.

4. Jak już zostaną kandydaci/ kandydatki, którzy się nie wyeliminowali sami, to trzeba się na kogoś zdecydować. Osobę na którą się decydujemy, polecam dodatkowo dogooglować.  ( Hardkory mogą sprawdzać jak kto za czym głosował http://orka.sejm.gov.pl/)

5. Jeśli znajdziemy coś co nas zrazi, wracamy do kroku czwartego.

6. W dniu wyborów idziemy do naszego lokalu wyborczego, znajdujemy listę, znajdujemy imię
nazwisko  kandydata, stawiamy z lewej strony nazwiska „X”. Wrzucamy kartkę do urny wyborczej.

W szczególności, jeśli ktoś się połasił i chce głosować na partię Palikota, to
polecam dowiedzieć się kto jest kto, przed oddaniem głosu. Przypuszczam, że członkowie owej partii nie znają siebie nawzajem, że osoby w okręgach, które odpowiadały za układanie list
wyborczych, nie znają poglądów kandydatów. Jeśli uda się tej partii dojrzeć i okrzepnąć (w co wątpię), to może się to zmieni. Póki co, wygląda to na świeżą partię z łapanki.

Jeśli chodzi o głosowanie na PO, to też zalecam dokładne sprawdzenie na kogo się głosuje, bo mają duży rozrzut. Ja nie chciałbym oddać głosu na jakiegoś katolickiego fundamentalistę, a na takowych łatwo można się „nadziać”.

Najłatwiej mają wyborcy PiS, nawet jeśli są zdolni do myślenia i potrafią googlować, to i
tak wszystko za pysk trzyma Kaczyński, więc wystarczy znać poglądy tego pana. Właściwie, to szkoda czasu na zastanawianie się co sobą reprezentują poszczególni kandydaci.

środa, 14 września 2011

Z jakiś miesiąc temu zagrałem sobie w nowego Wiedźmina. No niby dobra gra, nawet świetna pod wieloma względami ale coś jest z nią nie tak.

Graficznie jest OK, fajnie dopracowana. Trochę nie wychodzi picie z butelki, ale to pewnie jakiś grubszy problem z tym, że bohaterowie nie potrafią sobie trafić do ust. Tylko po co w takim razie takie ujęcia.

Byłem akurat świeżo po łyknięciu "na raz" wszystkich tomów Wiedzmina Sapkowskiego i jak większość po osttnim tomie miałem ochotę na więcej (ale i tak trylogia husycka rules). Fabuła gry w zasadze ulżyła spragnionemu, więc jest ok.

Sama postać Wiedzmina jak dla mnie wypas. Wiedźmin jak malowanie. Gra aktora, który był głosem Wiedźmina świetna. Nota bene nie jest łatwo się dowiedzieć, że to Jacek Rozenek. Moim zdaniem głównie aktorzy w powinni być wymienieni na okładce gry.

Inne postacie też bardzo mi się podobały. Ze swoim charakterem, ciekawym wyglądem, jakąś swoją filozofią życiową, tekstami itd...

Nie podobało mi się to, że niby nieliniowa i ma się wybór różnych ścieżek, a jednak czułem się jakbym szedł po sznurku. Przejście niektórych fragmentów bez poradnika zamienia ekscytującą przez pierwszych kilka podejść rozgrywkę w nużącą harówkę.  Gdyby nie jakiś filmik na yotube to bym się długo męczył zanim bym doszedł do tego, że trzeba wbiec na most, żeby dobić Kejrana.

Też szkoda, że jak się już rozwinie postać i ma się już te opcje z ciosami grupowymi itd, to właściwie nie ma kiedy się tym nacieszyć, bo już się gra kończy.

 

wtorek, 13 września 2011

Witam! Nawet ja prosty górnik, czasami nie mogę, jak coś w gazetach zaczną wypisywać. Np. Wyborcza, a dokładniej Maciej Samcik  wczorał obalał mity ekonomiczne.

Ten dziennikarz specjalizujący się w tematyce finansowej śmieje się wraz z jakimiś wyimaginowanymi inwestorami z obniżki rankingu US przez S&P.  

Ja tam nie znam się, finanse to zdecydowanie nie moja działka a bez excela nie potrafię wykonać prostej operacji matematycznej. Ale potrafię korzystać z googla. Wystarczy zapytać gugla, kto kupuje obligacje amerykańskie, żeby dowiedzieć się z pierwszych linków, że  około 26% mają Chiny, 20% Japonia. Chiny i Japonia po prostu nie mają komu tego sprzedać, a panika zbyt wiele by ich kosztowała, więc muszą kupować. Zwiększony popyt i to przy oprocentowaniu, które w wartościach realnych oznacza stratę jest po prostu najtańszym sposobem ratowania sytuacji. Kłopoty Stanów Zjednoczonych kosztowałby by wszystkich zbyt wiele. Kupując obligacje USA przynajmniej nominalnie nie jest się stratnym, a pomoc Grecji, to pieniądze, których się już nie odzyska.

Swoją drogą przy takim oprocentowaniu USA musi pożyczać, każdy w miarę przytomny brałby darmową gotówkę.

środa, 07 września 2011

Dzisiaj polecam kawałek Piotra Bukartyka „Kolka jelitowa”. W szczególności polecam go koledze o wzdętym przydomku Azrael.

W kazaniu o Piesiewiczu „z gracją” wykorzystuje niepowodzenia senatora do ulżenia własnym frustracjom i demonstracji swojej moralnej dorodności.  Zaprawdę powiadam Wam albo Azrael powinien częściej robić kupkę, albo sprawa ma podłoże mniej somatyczne. Może tak jak Piotr Bartula chciałby zostać katem, tak Azrael marzy o fusze inkwizytora. Z lubością ratowałby przed szatanem moralnie przybrudzonych, no przecież tak wspaniale by wyglądał w ubranku jak z Matrixa na tle płonącego stosu.

Nie mam czasu rozpisywać się, więc tylko przytoczę jeszcze komentarze, które mu zostawiłem:

@ „Dziś wiadomo, że jest to kryzys wartości wybitnego człowieka.” Wciąganie koki jest takim samym upadkiem wartości jak picie alkoholu, palenie tytoniu czy brandzlowanie się do własnych
wpisów na blogu. Ale dużo mniejszym, niż popadanie w głęboką przesadę, czy tanie moralizatorstwo.

@”najistotniejszym problemem, z jakim mamy do czynienia w przypadku Piesiewicza [..] to, że senator RP, prawnik, poddał się szantażowi […]. I to jest dla niego dyskwalifikujące, jako
prawnika, jako polityka. Piesiewicz, jako senator, miał zobowiązanie do pełnienia swojej funkcji, otrzymanej z mandatu społecznego, w sposób całkowicie odpowiedzialny i moralnie czysty.” Jezus Maria, Ty głosujesz tylko na całkowicie moralnie czystych?!

@ „Szantaż, wiarygodne podejrzenia nie tylko zażywania narkotyków, kokainy, ale również ich
udostępniania, to sprawy dyskwalifikujące.” Z tego co wiem, to szantażu mu nie zarzucano.

@”I chciałyby zobaczyć jeszcze Krzysztofa Piesiewicza w todze z zielonym żabotem na sali sądowej, lub obejrzeć film według jego scenariusza, a nawet wysłuchać jego głębokich i trafnych
opinii” – No to Ci wiarygodnie wyszło. Niemal się zacząłem lewitować, dumny z Twojej wspaniałomyślności.

wtorek, 06 września 2011

Historię przedstawioną na obrazku można zanalizować jako paradoks Dilberta albo szerzej jako problem Dilberta.

Paradoks polega na tym, że z jednej strony głupio się zachowują i właściwie, należałoby coś z tym zrobić, z drugiej strony wytykanie im tego nie okazuje się godnym polecenia modelem
zachowania.

Dilbert jako postać w komiksie jest przykładem niefartu moralnego, wytykanie po prostu nie wychodzi mu na zdrowie. Dilbert jako postać z komiksu jest bohaterem. Jest jak Winkelried,
Wałęsa, Natanek i Kaczyński.

 

Dilbert.com

niedziela, 04 września 2011

Ostatnimi czasy nabrałem mocnego przekonania, że należy tchnąć nowe życie w moją karierę zawodową. Postanowiłem, że po trzech latach na dziale mrożonek, pora poszerzyć doświadczenie zawodowe. Już jakiś czas o tym myślałem, ale dopiero niedawno pojawiła się okazja. 

Kiedy dowiedziałem się, że na warzywach podobno kogoś szukają wziąłem się zebrałem w sobie i zaraz po tym jak wyłożyłem dostawę, która przyszła po północy polazłem do Zośki, która szefuje na warzywniaku.

Przepytała mnie dokumentnie. Pytała się dlaczego chce zmienić, to mówię szczerą prawdę, że chcę się rozwijać zawodowo. Pytała mnie, jakie mam plany na przyszłość, gdzie się widzę za dziesięć lat. Tu mnie trochę zgubiła, nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi, ale wybrnąłem, że jeszcze bym chciał się rozejrzeć, przed podjęciem ostatecznych decyzji i, że za 10 to nie wiem, ale wiem, co będę za 100 lat robił (trochę dziwnie wtedy na mnie zerknęła).

Test jakiś musiałem zrobić, nie do końca dobrze mi poszło. Na stówę wyłożyłem się jak mnie zapytała, które to klementynka, a które mandarynka  i jak miałem rozróżnić banany fair trade od tesco value. Ostatecznie, to chyba nie miało znaczenia, bo po kilku dniach dostałem odpowiedź, że mnie biorą.

I wtedy się zaczęło. Wieśka, moja szefowa, z mrożonek zabrała mnie do swojej kańciapy na piętrze i zaczęła mi opowiadać jakim to jestem dobrym pracownikiem, że bardzo dobrze wykładam te mrożonki, że tutaj mam dobrą opinię i przede mną świetlana przyszłość, że mogę tu szybko awansować, a na warzywach będę nowy, że mogę się tam nie przebić, bo na warzywach takich jak ja to mają pełno. Poza tym niech się zastanowię, bo przecież na mrożonkach to się dostaje buty i rękawiczki, a na warzywach to się nie dostaje.

W ten deseń mnie chyba z godzinę mordowała, to w końcu powiedziałem, że się zastanowię jeszcze jak tak mówi. Poszedłem znowuż do Zośki, która nawiasem mówiąc niezła sztuka jest i mówię jej co i jak. A ta na to, że co ta Wieśka opowiada, że na warzywnym to przede wszystkim praca jest znacznie ciekawsza, że tu to bym się mógł rozwinąć, nowego doświadczenia zawodowego nabrać, że jak od zera jak przecież idzie za mną opinia.

Nadal nie mam pojęcia, co zrobić ale com się nasłuchał, jaki to jestem fajny, to moje.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8